czwartek, 30 września 2010

Patrzę...

...na Ciebie, Ciebie też i jeszcze Ciebie. Wcale Cię nie znam, rozpoznaję jedynie z widzenia, ale to najmniej mnie obchodzi. Zastanawiam się, jaka/jaki jesteś. Czy wytrzymałabym w Twoim towarzystwie? Czy jesteś w stanie mnie rozśmieszyć lub pomóc mi? Bierzesz świat na serio czy traktujesz z przymrużeniem oka? Twoje imię jest popularne, starodawne czy zapożyczone z innego języka? Lubisz czytać książki czy może odrzuca Cię na ich widok? A muzyka? Rodzina? Przyjaciele? Co z tym...?
Tak naprawdę mnie to nie interesuje. Próbuje zgadnąć, jakie masz cechy charakteru, zainteresowania, punkty z listy rzeczy ulubionych. Jeśli zechcę, odwrócę Cię o 360 stopni i nie poznasz siebie. Zmienię Twoje usposobienie, zalety przeistoczę w wady, napiszę Ci nową historię, może lepszą od tej, którą napisało dla Ciebie życie. Wybiorę dla Ciebie odpowiednie imię, odmłodzę lub dodam Ci lat. Zmienię odcień włosów i ich długość. Ubzduram sobie, że jesteś cichym i spokojnym człowiekiem, mimo że być może jest odwrotnie.  
Przecież prawda się nie liczy. Nie jej potrzebuję, a jedynie wykreowania pewnej osoby na swój użytek. Nadania jej cech, które przydadzą mi się i sprowokują do tego, aby stworzyć z Ciebie bohatera romantycznego lub tragicznego. Zawędrujesz na kartki białego papieru, które zacznę zapisywać. Będziesz na pierwszym planie przez cały czas lub tylko przez chwilę. Włożę Ci w usta słowa, które nigdy by nie padły. Wezmę górę nad Tobą i codziennie będę wymyślała nowe życie dla Ciebie. Raz będzie ono szczęśliwe, nie usiane przeszkodami. Drugim razem pokieruję Twoimi czynami tak, że wdepniesz w najgorsze bagno i to ode mnie będzie zależało, czy Cię z niego wyciągnę.  
Będę Tobą miotała w każdą stronę, zrobię Ci kilka niespodzianek, dodam do Twojego życia nowe osoby i postawię przed Tobą kogoś, kto dzięki mnie przesądzi o Twoim być albo nie być. Umieszczę Cię w krajobrazie wsi latem, miasta zimą lub lasu wczesną jesienią. Osadzę Cię w czasie wojny stuletniej lub w czasie dwudziestolecia międzywojennego. Z kaprysu wyślę Cię w długą podróż albo zostawię Cię w czterech ścianach domu. Będziesz kimś dobrze zarabiającym lub spadającym na samo dno. Człowiekiem sukcesu albo takim, który łaknie poklasku.
Zrobię wszystko, co tylko przyjdzie mi do głowy i nie zawaham się, bo w rzeczywistości nie odgadniesz, że jesteś impulsem do napisania czegoś i przeniesienia Cię na kartki papieru. Jeśli mi się nie uda ulepić Cię według mojej zachcianki, to porzucę Cię i zapomnę o tych kilkudziesięciu zdaniach, które stworzyłam. Nie będziesz dla mnie wystarczająco interesujący, ale nie obrazisz się przecież.
Jedyne, co chcę z Ciebie wyciągnąć, to tajemnica, którą z pewnością posiadasz. Reszta mnie nie obchodzi. I mimo że traktuję Cię przedmiotowo, to wiem, że inaczej nie mogę. Tylko ubranie Twojej osoby w pewne cechy da mi satysfakcję.



Weno, przyjdź.


J.      

1 komentarz:

  1. Wena przyjdzie, na pewno:) Zresztą, nie wierzę, że nie przyjdzie. bo po tym co przeczytałam mam całkowitą pewność, że Ty, kobieto masz talent i że będziesz tworzyć nieprzeciętnych bohaterów. Co jak, co, ale tego akurat jestem pewna. I szczerze mówiąc, po przeczytaniu tego wszystkiego aż mnie samej zachciało się napisać coś dłuższego! A impulsów, wizerunków ze świata zewnętrznego nam nie brak:)

    Ale jestem leniwa, i ciężko mi będzie się zmobilizować do pisania!:D

    OdpowiedzUsuń